niekulturalnie blog

Twój nowy blog

nie ma

2 komentarzy
(nie ma mnie tu)

wymorznie

3 komentarzy

zmarzlina na kreatywie pysznie się bawiła na mroźnych wodach przybałtyckich plaż. tylko proszę mi już więcej nie zadawać pytań po co i czy z ziomerią – swoją drogą, nie rozumiem, dlaczego to już się stało passe jeździć samemu lub we dwoje na wywczasy? chylińska nieseksownie rusza tyłkiem do najgorszego kawałka z całej płyty, a ja się oddaję niemocom i dekoncentracjom w ramach dekonstrukcji i dekonstruktywności. dwoję się i troję, a i tak przepoławia mnie wszystko i kroi na kawałeczki. zamiast listy życzeń, święty mikołaju, spiszę ci listę zażaleń.

może mi ktoś już załatwić śnieg? uprzejmie proszę o wstawiennictwo za miastem w puchu.

liściopad

2 komentarzy


liście się zgubiły z dż
się wahają wszystkie chyb
a ja brum brum, hen hen

pusta lodówka, w której leżą tylko filmy, mruczy i upomina się o uwagę. z powodu brakczasu splacebiłam jej siebie magnesikami; pomiędzy nimi przyzwoitki-fiszki. piszę długie listy do innych, a z sobą nie mam kiedy porozmawiać. cześć, kal., co słychać? jeśli ktoś poprawnie odpowie na pytanie konkursowe zgarnie pulę ze stołu. a w menu dziś sztambuchy ze staropola i poetyki, z którymi ciężko się rozstać. historia gryzie, gna. do przodu, z przedednia na przekór, co przekrojem środkowo stoi mi w centrum zamieszania. jem makaron na kolację; nie nowość, a przyzwyczajeność.
jadę jutro, wracam potem; napiszcie mi pocztówkę z okazji tego, że będziecie dalej niż zwykle.

wrześniowo

4 komentarzy

jesień idzie, nadchodzi. kroki robi spore, postępy w swojej złotej siwiźnie. jesień to dobry czas na rozpoczynanie. na nowe, świeże działania czas nadchodzi razem z deszczem. deszcz nabłyszcza liście, czyni kontrasty, rozbłyszcza powietrze, rozjaśnia umysł. umyśliłam sobie posiadanie sprawniejszego komputera, nie pomyśliwszy o możliwości nieposiadania webcama, który się nie chce, cham, zainstalować na odświeżonym sprzęcie. toteż zamieniłam camercę na cy-wsza-ka. włazi mi teraz w rękę mimochodem i narzuca się obrazowaniem w dwa de. a dzieje się za dużo, by pokazać wszystko. więc tako pokazuję niewiele. ale za to cennie, w części a) wieczornej, b) porannej, c) popołudniowej. taki przedział czasowy między dziesiątą a dziesiątą z przerwą na kawę o szesnastej.
więcej grzechów nie pamiętam, postaram się spisywać je w miarę popełniania.

mnie słońce nie opala, ile prześwietla. jest moim rentgenem na odporność, testerem wytrwałości; odcień zarumienienia pigmentów to poziom speszenia niepewnością w sytuacji.
żyję życiem rzeczywistym, więc wirtualnie obstawiam jedynie ładowanie zdjęć od czasu do czasu. język w gębie mi zmalał, choć oczka wybałuszyły – równowaga musi być, lepiej mi się czyta. chowam się po kątach mieszkania, które jeszcze nie odczuwam za mój teren, czuję się jak na wakacjach nad morzem – tyle że w mieście bez akwenów wodnych. lenię się do kwadratu, zanim nie będę miała na to czasu i – kiedy mi opierdalanie się zbrzydnie – ochoty. od czasu do czasu uprawiam sport jeżdżenia po chodnikach i chodzenia po ścianach.

belka

4 komentarzy

w hymnie mojego gimnazjum na nutę nie rzucim ziemi było coś o radzeniu sobie ze smokami małym palcem przez sen, niekoniecznie w kołysce. z innymi upierdliwymi rzeczami rozprawiam się przy śniadaniu. mam antidotum na to szare gówno u góry (przez nie chciałam spierdalać z blog.pl): adblock plus + filtr „http://*.blog.pl/belka.php?*”. wyrzuca wszystkie paski z blogpeelów. ewentualnie można ją zrolować na papier toaletowy, gdyby zabrakło – bo na ten problem nie istnieje żadne dobre rozwiązanie. polecam się na przyszłość, z poważaniem, ja.

miłych poczynań początki są zawsze naj. naenergetyzowane świeżą parą do tego, co trzeba, rozentuzjazmowane, dobrze doprawione. na start była sałatka jarzynowa i grecka, rosół – jeszcze jest, i ten ryż, co go z owocami. potem rano, kiedy trzeba zmyć po sobie naczynia, niesmak wychodzi na usta po tych całych kulinariach. bo rudej niet, zmywarki tyż ni mo.

[tak, mam komputer z widokiem na kuchnię.]

słów kluczowych wiele. siedzę w bluzie od *t., która przenosi jego żądania na brak oprawek przyklejonych do twarzy, a w twarzy, pomiędzy powieką a gałką, zainstalować magiczne urządzenie zwane -soczewkami. poza tym, zmieniłam panel układów na te wizualne zmiany, które dadzą powiew świeżości na lato. dadzą też początek do dobrej zabawy, która jest rebusem w linii z papierosami; kto zgadnie, kto jest mózgowym hardkorem?
zmiana widoków za oknem i okna samego zmiana już z początkiem lipca, mam nadzieję. zamelinuję się w mieście, z którego do miejsc mi wcześniej odległych blisko teraz. znajome z jedynie prześwitów w pamięci widoki zastąpią te oczywiste i dobrze znane; będzie woda o innej twardości, choć prąd w tej samej cenie.

rzym

4 komentarzy

po długim okresie oczekiwania i marudzenia na brak, po zaznaniu i doręczeniu nie wiem co z produktem zrobić. przetrzymywanie doprowadzi do spleśnień i minięcia się z datą ważności, a decyzje nie chcą przyjść priorytetowo zbyt rychtyk.

rzym upadł i płonie, kaligula stoi zdębiały i dęba mu stanął chyży.



edit: szaleję, ale dobrze mi z tym szalejem. szlajam się po szajb palecie.


miły, uprzejmy, elokwentny, pomysłowy (dobromir), dobrej metryki, honorowy, punktualny, pracowity, ale bezrobotny. oto człowiek, kurwa.


  • RSS